Po co jeździ sie do prowincji Yunnan w Chinach.

0
Img 3307
Img 3307

Yunnan to prowincja w południowo – zachodnich Chinach, której stolicą jest Kunming. Przez wiele tysięcy lat była to biedniejsza, rolnicza część Chin, rozwijać się zaczęła szczególnie od czasów II wojny światowej, gdy schroniło się w niej wielu uchodźców z innych regionów Chin.
Z czym wam się kojarzy Yunnan? Zgaduje, że z herbatą ;-) Więc jadąc tam trzeba:
1. Napić się herbaty Yunnan
Jeszcze z dzieciństwa pamiętam to czerwone pudełko, a wy? Nazwa Yunnan zawsze kojarzyła mi się z herbatą. ☕️☕️☕️
Więc jadąc tam nastawiłam się na oglądanie herbacianych wzgórz i degustacje herbaty podawanej w chińskiej porcelanie. Co do pierwszego bardzo się pomyliłam, natomiast tradycyjne parzenie połączone z filiżanką yunnańskiej herbaty można było mieć na każdym rogu, chociaż bardzo odbiegało od moich dziecięcych wyobrażeń.
Dlaczego nie naooglądałam się, tak lubianych przeze mnie, herbacianych wzgórz?
Yunnan to wielka prowincja, powierzchnię i populacje ma większą niż Polska. Okazało się, że herbata, owszem rośnie, ale na południu, a my byliśmy w centralnej i północnej części. To tak jakby Chińczyk przyjechał na Mazury i zastanawiał się, gdzie są te ośnieżone Tatry.


Natomiast popularne Tea House to sklepy, które pokazują 'tradycyjne' parzenie chińskiej herbaty, uproszczone i skomercjalizowane dla turystów. Można co prawda zobaczyć, że pierwsze parzenie się wylewa, a szklanki należy wyparzyć przed nalaniem herbaty, ale to już nie jest pełny rytuał. Obowiązkowo za to trzeba coś kupić, a wybór jest duży, najbardziej znane są placki, czyli herbata sprasowana lub ubita w kulki.
I to tyle w temacie herbaty, wycieczka do Yunnanu wbrew moim oczekiwaniom nie była pod znakiem herbaty. Tak to zderzyły się wyobrażenia z dzieciństwa z rzeczywistością.

2. Zaliczyć stolicę Yunnanu KUNMING – SPRING CITY

Jak chyba każdy zwiedzanie zaczęliśmy od stolicy prowincji – Kunmingu, Miasta Wiecznej Wiosny. Nazwę miasto zawdzięcza położeniu:
– znajduje się bardziej na południe niż np. Kair,
– ale jednocześnie wyżej nić Giewont (na wysokości 2000 m n.p.m.)
Dzięki temu Kunming ma łagodny klimat z lekkimi zimami i niezbyt skwarnym latem. Obawiałam się, że na początku lutego nie doświadczymy wiosennej atmosfery z której słynie stolica Yunnanu, ale już pachniało wiosną, a wokół było kwieciście i kwitnąco.
Oprócz wiosny, która cieszy Kunming ma parę ciekawych świątyń, ogrodów, poza tym to typowe zatłoczone miasto chińskie. Więc poogladaliśmy co się dało i ruszyliśmy dalej w drogę.
KAMIENNY LAS (Shi Lin) – to jedna z głównych atrakcji w Kunmingu, niestety jak to zwykle w Chinach zapełniona Chińczykami.

To typowy przykład doskonale (aż za bardzo) przygotowanej atrakcji, jest pięknie:
– trawka przystrzyżona, chodniczki pomalowane,
– sztuczne kwiatki przypięte na na drzewach (bo jeszcze nie zdąrzyły zakwitnąć),
– panie pięknie ubrane w tradycyjne kolorowe stroje,
– lokalne zespoły tańczące między skałami,
– kramy gdzie możesz zakupić wszystko,
Trudno w tym zgiełku zwrócić uwagę na to co najważniejsze – cud natury , czyli wapienne osady, które przez miliony lat poddawane wiatrom i deszczom, stopniowo erodowały przybierając przeróżne kształty.

3. Do Yunnanu jeździ się również na wycieczki górskie. Co prawda my byliśmy tam w czasie naszych ferii zimowych, więc na wielkie wyprawy się nie wybieraliśmy, ale zobaczyliśmy piękne OŚNIEŻONE GÓRY SNOW MOUNTAIN oraz słynny wąwóz TIGER LEAPING GORGE.

Piękna słoneczna pogoda trochę nam się popsuła pod koniec naszego pobytu w Yunnanie. Nie udało nam się np. wyjechać kolejką na wysokość około 4 tyś m. Z powodu silnego wiatru wszystkie kolejki zatrzymano.
Wąwóz skaczącego tygrysa oglądaliśmy przy pochmurnym niebie, co widać na zdjęciach. No cóż wybraliśmy się w góry w lutym więc mogło być gorzej.
Dla wysokogórskich wędrowników to cudowne miejsce gdzie można powspinać się i pospacerować nawet kilka dni. Tylko lepiej wybrać inną porę roku.
My ograniczyliśmy się do oglądania pięknych widoków, a było co oglądać.

4. CHIŃSKI SYLWESTER w Dali. Luty to nie najlepszy czas na piesze wycieczki po górach, ale to idealny moment, żeby przeżyć Chiński NOWY ROK.
Ku naszemu zaskoczeniu właściciel hotelu w Dali zaprosił nas i paru innych gości na wystawną sylwestrową kolację, jak nam wytłumaczono to taka chińska tradycja, aby ten najważniejszy wieczór w roku spędzić z rodziną lub znajomymi. Była to niezwykle miła niespodzianka.

Po kolacji pospacerowaliśmy ulicami pięknego i klimatycznego Dali, a potem próbowali przetrwać noc wystrzałów ;-)
W nocy z 4 na 5 lutego Chiny 'oszalały' na punkcie witania Nowego Roku. Wszystkie Sylwestry, które do tej pory przeżywaliśmy w różnych częściach świata to nic w porównaniu z ilością petard i wystrzałów jakie doświadczyliśmy tutaj. Strzelali całą noc. Najbardziej popularne były petardy, które robią dużo hałasu, dymu i śmieci wokół, ale efektów wizualnych nie ma. Tak więc rano całe miasteczko było zasypane papierowymi resztkami. Były oczwyiście i te widowiskowe, rozświetlające niebo. Było wystrzałowo.

Największą atrakcją Dali jest park ‘Trzy Pagody’. Dotarliśmy do niego na wynajętym motorze, a dokładnie E-biku, bo takimi głównie jeździ się w Chinach. Wypożyczanie motorów nie jest tu tak popularne jak w południowo wschodniej Azji, tym razem pomógł nam właściciel hotelu, zdobywając kolejne punkty ;-)
Trzy Pagody to piękne miejsce, zdecydowanie warte zobaczenia.

5. Do Yunnanu przyjechalismy również aby obejrzeć STARE CHINY, których coraz mniej zostało.
Stara zabudowa znika w Chinach w tempie zastraszającym. Obserwujemy to między innymi w Xi’an, niskie budynki są wyburzane i na ich miejsce powstają 30-sto piętrowe wierzowce. Tak dzieje się niemalże wszędzie gdzie byliśmy. Wielki brat zarządził, że świat ma wyglądać nowocześnie. Pozwolenie na enklawy typu 'old city' mają niektóra miesteczka np. w Yunnanie. Właśnie po to się tu przyjeżdża, żeby zobaczyć stare Chiny. Co prawda 'stare Chiny' robią się coraz bardziej komercyjne, jak to z reguły w turystycznym biznesie bywa. Nie mniej jednak nadal są to perełki.

Można tu również znaleźć wioski malowniczo położone w górach, trudno dostępne dla przeciętnego turysty, ale tam już się nie zapędziliśmy. Zadowoliliśmy się kilkoma wioskami wokół Lijiang, np. Baisha. A samo Lijiang, w kategorii najbardziej urokliwe miasteczka w Chinach, zajęło w naszym rankingu I miejsce.

6. Kolejny punkt dla którego warto tu przyjechać to POCZUĆ TYBETAŃSKIE KLIMATY
Północna część Yunnanu to podnóża Himalajów, autoniczna część Tybetu (Tibetan Autonomous Prefecture). To ta część Tybetu, do której nie trzeba mieć specjalnych pozwoleń, więc wizyta tam jest dużo tańsza niż w Lhassa – stolicy Tybetu. A można poczuć atmosferę:
– Wypić tybetańskie piwo oraz butter yak tee, czyli herbatę z dodatkiem mleka i masła;
– Zjeść yak beef noodles – zupę/ makaron z mięsem z jaka lub pączka z serem z jaka;
Wypróbowaliśmy wszystko najbardziej smakował mi ten pączek lub placek z ciągnącym się serem w środku.

– Sprawdzić swoją kondycję na wysokości ponad 3 tyś m. i powdychać tlenu z butelki.
– Podziwiać ośnieżone szczyty gór.
– Trochę pomarznąć jak na Tybet przystało ;-)

– Ale przede wszystkim pospacerować po, wcale nie takim małym, Little Potala Palace. Duży, który był rezydencją Dalai Lamy, znajduje się oczywiście w Lhasa. To nawyżej położony pałac (na wysokości 3750m.), symbol buddyzmu tybetańskiego.
Mały pałac, czyli Sumtsenling Monastery znajduje się w Shangri La, też wysoko – 3,380 m, i też jest klimatyczny, nam się bardzo podobał.

Więcej informacji o tym jak nam się żyje w Chinach znajdziecie tutaj: https://www.facebook.com/Rajscy/

 


Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics)

Unikalni użytkownicy: 124

Wszystkie wyświetlenia strony: 159

Unikalne wyświetlenia strony: 133


Poprzedni artykułMeteory Grecja
Następny artykułInternetowy „terroryzm” popłaca
Avatar
Od lutego 2010 roku jestem na koczowniczej emigracji w Azji :-) Nazwałam ją tak ponieważ nadal zmieniam miejsca zamieszkania i dalej szukam swojego final destination. Razem z Rajskim oprócz zwiedzania i poznawania świata zajmowaliśmy się np. pracą w sierocińcu w Kathmandu. Przez 3 lata mieszkaliśmy w Mumbaju i pracowaliśmy w Bolywood. Przez 5 lat w Tajlandii pracowalimy jako nauczyciele. Teraz jesteśmy w Chinach i uczymy małych chiczyków angielskiego. A co dalej? Zobaczymy ;-) Takie szalone decyzje poszukiwania swojego miejsca na ziemi, to raczej pomysły młodych ludzi, którzy są na początku swojej drogi życiowej. Z nami było odwrotnie, najpierw wychowaliśmy naszego syna w Polsce, osiągnęliśmy swoje sukcesy zawodowe, czegoś tam się dorobiliśmy. Jednocześnie wpadliśmy w rutynę codzienności, typowy schemat, praca-dom, praca-dom. A potem zapadła decyzja o zmianie, właściwie to trochę życie za nas zadecydowało ;-)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj