Kobieta w Gruzji. Europa w Gruzji?

0
  • MĘŻCZYŹNI W GRUZJI A KOBIETA
 Jakkolwiek jest tu dość dużo przystojnych mężczyzn (przepraszam, zawsze jakoś zaczynam od tego samego tematu ;), może jedynie wymagających otrzepania z kurzu i popatrzenia przez palce na wszędobylską pozę macho (kwestie stricte estetyczno-zewnętrzne, bo osobowościowo są dla mnie zazwyczaj nie do przejścia) to trzeba pamiętać, że „targają nimi bezbrzeżne wichry namiętności”, że są pełni wigoru, góralskiego temperamentu i chutliwych zapędów :D i jeśli nie chce się mieć kłopotów, natrętnych adoratorów czy wręcz stawiać siebie w całkiem realnym niebezpieczeństwie (był przypadek porwania dziewczyny na żonę w sąsiedniej wsi, ale nie wiem na ile jest to naciągana „prawda” i zwykłe, wiejskie bajanie), zaleca się kobietom z tzw. Europy unikać patrzenia prosto w oczy, nie wspominając nawet o posyłaniu niewinnego, zdawałoby się, uśmiechu. Czarne, gruzińskie oczy z łatwością, nawet w tłumie, wyłapią te błękitne, a jeszcze jak będą się one „bezczelnie” niebieścić w towarzystwie blond włosów…Problem gotowy. Poza tym, Gruzini są dobrymi szpiegami (chociaż stosując miarkę małej mieściny, gdzie wszyscy wszystkich znają i o wszystkim wiedzą, nie trudno być dobrym szpiegiem, bo ma się tabuny nieodpłatnych pomocników). Spodobasz się kobito – nawet jak uciekniesz pod osłoną tłumu lub korzystając z własnego sprytu – bądź pewna, znajdą cię.
Niestety, Słowianki mają tu opinie łatwych i otwartych na przygody, a zatem Gruzini mogą stanąć w jednym rzędzie z Turkami, Egipcjanami, Grekami czy Tunezyjczykami…Jak to się ma do gruzińskiej kobiety? Kobiety w Gruzji są w większości milion razy mądrzejsze (życiowo) od mężczyzn, mają silne, zadziorne charaktery, są zdecydowane, obrotne i kierują się w życiu ściśle określonymi zasadami, wśród których najwyższa wartość rodziny oraz duma i szacunek do samej siebie, wypierają ewentualne próby smakowania przygód gdzieś po drodze do stworzenia przytulnego gniazdka. Są lepiej wykształcone, znają języki, ale wciąż głównym celem ich życia jest znalezienie dobrego męża, który koniec końców i tak będzie je zdradzał. Niestety ich głos w dyskusji często jest „gaszony” przez męską część populacji, co jest wręcz usankcjonowane przez patriarchalną kulturę (wbrew temu, i młodzi i starszyzna będą mówić, że kobietę-matkę otaczają świętą czcią, że pierwsze toasty na suprze zawsze wzniosą jak nie za ojczyznę to za miłość i kobiety, że Matka-Gruzja jest kobietą, ale jakże często jest to tylko ładne pustosłowie). Nie ma tu równości płci i jeszcze długo nie będzie. Są ściśle określone role społeczne dla kobiety i mężczyzny. Oczywiście Tbilisi rządzi się już nieco innymi prawami, ale każda stolica jest swego rodzaju wyspą, więc jej zinternacjonalizowane zwyczaje nie są wymierne w kontekście całości kultury.
Gruzini mają z kolei bardziej lekkomyślno-hedonistyczne podejście do życia, kłócące się z twardymi regułami genderowej gry, narzuconej i konsekwentnie prowadzonej przez Gruzinki, dlatego wykorzystując swój samczy urok, najpierw zabawią się z obcokrajankami, jeśli tylko nadarzy się łatwa okazja skora do testowania potencjału seksualnego obcego dla siebie narodu, ale za żonę zawsze ostatecznie wezmą sobie „czystą” i cnotliwą Gruzinkę, która im ugotuje, upierze i posprząta. Gruzińscy chłopcy tracą dziewictwo najczęściej z prostytutką. Taki prezent np. na 18-te urodziny. Gruzinka musi czekać aż do ślubu, ale że małżeństwa zawiera się szybko (i wciąż często przy pomocy rodzinnych swatów), długo czekać nie musi ;)
W związku z takim podejściem Gruzinów do cudzoziemek, zwłaszcza słowiańskich, skorygowałam początkową niewiedzę i nowicjuszowską ciekawość ludzi polegającą na bacznym obserwowaniu ich zachowań wobec siebie w różnych, społecznych sytuacjach, przekuwając ją w, chroniący mnie przed nadinterpretacją w rodzaju „flirtowanie”, nieobecny, chłodny wzrok wbity gdziekolwiek byle nie w oczy mijanych mężczyzn. Jeśli już następuje interakcja – w sklepie, na bazarze, w miejscu pracy, gdziekolwiek – oczywiście nie mam wyboru, ale niechciane zainteresowanie wszystkich przypadkowo napotykanych mężczyzn jest w stanie ugasić jedynie całkowita ignorancja i traktowanie ich jak powietrze.
  • GRUZJA A EUROPA
Pytanie czy Gruzja w pojęciu kulturowym to już Europa czy jeszcze nie. Zastanawiam się nad tym odkąd tu przyjechałam, przyglądając się życiu w jego codziennych szatach, w miejscu bardzo gruzińskim, bo z dala od stolicy. Ciągle toczą się nad tym debaty, publicznie, forumowo, wśród zwykłych turystów wszelkiej maści, którzy tu przyjeżdżają, jak i wśród rosnących jak grzyby po deszczu „gruzjofilów” i „gruzjoznawców”. Wszędzie poza Gruzją, bo Gruzja jakby obraża się już za samo zadane pytanie. Dyskusja kończy się wówczas, jeśli jej nie obrócić w żart, na śmiertelnej obrazie, bo przecież każdy Europejczyk winien wiedzieć i nie mieć co do tego żadnej wątpliwości, że Gruzja była częścią Europy, ba Gruzja była początkiem chrześcijańskiej Europy, która wraz ze swoimi „nowymi” zabytkami sprzed zaledwie kilku wieków jest przy starożytnej Gruzji ino raczkującym niemowlakiem (co mają powiedzieć Stany Zjednoczone albo taka Kanada? ;) Ciekawe, że z drugiej strony, w tym samym czasie odżegnują się od tejże Europy przez wzgląd, jak twierdzą, na jej laicyzację, zepsucie obyczajów i degrengoladę moralności. Religię próbowano Gruzji odebrać siłą, ale nawet przymusowa, sowiecka ateizacja społeczeństwa w satelickim, czarnomorskim kraju nie wyczyściła naturalnej skłonności Gruzinów do mistyki i wiary w Boga. Co ciekawe, nawet ci chutliwi mężczyźni są wielce bogobojni, więc rozbieranie dziewczyn wzrokiem na ulicy przy budce z piwem, nie będzie się kłócić z kilkukrotnym przeżegnaniem się ze spuszczoną skromnie głową pod mijanym kościołem w czasie powrotu marnotrawnego męża do domu na obiad.
Nie zawsze tak jest, niektórzy Gruzini podchodzą do kwestii europejskości (lub nie) Gruzji w sposób mniej ambicjonalny, rozmawiają, argumentują. W zasadzie należałoby się zastanowić czym w ogóle jest Europa? Czy znak firmowy Europy daje gwarancję czegoś lepszego, wyższej wartości? Według mnie nie. Ale może to tylko moje myślenie, w tym przypadku mocno podparte emocjami, bo zawsze ciągnęło mnie bardziej na Wschód, do miejsc naturalnie niedoskonałych o nierównych chodnikach i nierównych, ale szczerych uśmiechach ludzi spotykanych w drodze, niż do wycyzelowanych i nieznośnie wypucowanych na błysk krajów tzw. Zachodu. Jeśli podstawą rodziny europejskiej miałaby być wspólna religia, Gruzja jako kolebka chrześcijaństwa posiada niezbywalne prawa do nazywania siebie krajem europejskim. Myślę jednak, że europejskość zamyka się w bardziej finezyjnych, nie tak oczywistych niuansach kulturowo-państwotwórczych i na tej podstawie, być może narażając się Gruzinom, którym zechce się sięgnąć po google traslatora (lub znających język polski), stwierdzam stanowczo i z pełną odpowiedzialnością, że Gruzja nie jest ani Azją ani tym bardziej Europą, jest krajem kaukaskim i wraz z  resztą krajów kaukaskich stanowi odrębny mini-kontynent. Przy tym, taki rozkład sił jest jak najbardziej na korzyść Gruzji, która nie wpisuje się w utarte schematy. Nie mniej jednak, wszędzie w Gruzji obok flagi gruzińskiej wisi dumnie i nie-wiem-po-co flaga Unii Europejskiej.
Jeśli, jakimś cudem Europa przyjdzie do Gruzji w takiej wersji w jakiej jest prezentowana obecnie, to po pierwsze stracę szacunek dla Gruzinów za ten bezmyślny akt poddaństwa, po drugie – to już nie będzie to samo…Oczywiście, masa spraw wymaga w Gruzji solidnej korekty według nowoczesnych standardów, ale błagam, niech Gruzja nadal jest jaka jest, niech nie zmienia, mimo tego, że doprowadza mnie tak często do wrzenia ze złości i bezsilności, swojego naturalnego oblicza, ze swoim podejściem do czasu (mimo mojego umiłowania punktualności), kolektywistycznym ekstrawertyzmem (mimo własnego sytuowania się między ekstrawertyzmem i introwertyzmem), spontanem, życiem z dnia na dzień i śmianiem się z problemów (mimo bycia urodzoną „planistką”). Myślę sobie, że dobrze tu być w tym przedziwnym, nie dającym się wcisnąć w żadne ramy kraju, być tu przez chwilę, zaprzyjaźnić się z ludźmi, poucztować, zachłysnąć się kawałkiem autentycznie dzikiej natury (i dzikiej mentalności), ale przez wzgląd na swój charakter wiem na pewno, że nie jest to kraj, w którym mogłabym spędzić resztę życia. Jest to kraj (kompletnie nieeuropejski!), do którego już zawsze będę żywiła uczucie i do którego będę wracać, nawet jeśli to toksyczna miłość ;) Shit happens…:D

Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics)

Unikalni użytkownicy: 0

Wszystkie wyświetlenia strony: 1,337

Unikalne wyświetlenia strony: 1,158


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj