TRINIDAD – KOLONIALNY UROK I SZALEŃSTWO KOLORÓW

0

Wyprawa do Trynidadu. Po dwóch dniach spędzonych w malowniczej dolinie Viñales i ze świeżymi wspomnieniami z mojej pierwszej konnej przejażdżki, ruszyłam na wschód wyspy do tajemniczego miasta. W związku z tym, że nie udało mi się kupić biletu na autobus, skorzystałam z taxi colectivo, którą zaoferowała mi właścicielka mojej casy. Za 40 CUC miałam pokonać ok. 500 km.

Sam Trinidad to trzecie, zaraz po Baracoa i Bayamo, najstarsze miasto na Kubie. Założył je hiszpański konkwistador Diego Velazqueza de Cuéllar w 1514 roku.  To on przyczynił się do tego, że do 1550 roku cała rdzenna ludność wyginęła z powodu chorób przywleczonych z Europy oraz ciężkiej pracy na plantacjach trzciny cukrowej. Z XVIII wieku, czyli najlepszego okresu dla miasta pochodzą liczne wille, kamienice z kratami w oknach i czerwonymi dachówkami, a nawet kostka brukowa, którą specjalnie sprowadzono z Bostonu.

Niestety lata prosperity skończyły się w XIX wieku, kiedy zmieniono trasę szlaków handlowych, a Napoleon nałożył na Hiszpanię blokadę kontynentalną. Miasto podupadło, a transport kołowy pojawił się w nim dopiero w latach 50. XX wieku.

Co zwiedzić w Trinidadzie?

Najlepszy widok na cały Trinidad i okolicę prezentował się z dzwonnica osiemnastowiecznego Convento de San Francisco. W byłym klasztorze urządzono Museo de la Lucha Contra Bandidos (Narodowe Muzeum Walki z Bandytami)

Jak minęła mi podróż i co zastałam w Trinidadzie? Zobaczcie sami – cały wpis mozna znaleźć tutaj!

Zobaczcie najnowsze wpisy Blogerów ze Świata. Zapraszamy na stronę główną

Zobaczcie też inne wpisy autorki na Blogerach ze Świata


Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics)

Unikalni użytkownicy: 0

Wszystkie wyświetlenia strony: 2

Unikalne wyświetlenia strony: 2


Poprzedni artykułDlaczego nie jeździmy na słoniach?
Następny artykułNajtragiczniejszy karambol w historii Niemiec
Jestem niespokojnym duchem bez stałego miejsca, gdzie mogłabym zarzucić kotwicę. Gnam do przodu, a przed oczami migają mi mijane krajobrazy i ludzie. Nie poszukują regionu, w którym mogłabym pozostać na stałe. Miłuję się w zmianach. Żyję, aby obserwować, poznawać oraz smakować świat wszystkimi zmysłami. W moim otoczeniu nic nie stoi w miejscu. Wszystko się rusza, pulsuje oraz przechodzi ciągłe przemiany. Nie liczę godzin, nie zastanawiam się co będzie za kilka lat. Najistotniejsze są obecne chwile i dni. Odwiązałam liny, opuściłam swoją rodzinną przystań i żegluję. Przede mną wszystkie cudowności oraz niesamowitości tego świata!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj