Oktoberfest w Brazylii

0

 Oktoberfest to największe na świecie plenerowe święto piwa, które co roku ściąga do Niemiec ludzi z całego świata. Festyn odbywa się we wrześniu, a nie w październiku, jak sugerowałaby nazwa. Mimo że organizowany jest od 1810 roku, nadal cieszy się niesłabnącą popularnością. Największy z nich ma miejsce w Monachium. A jak myślicie, gdzie odbywa się drugi co do wielkości na świecie? W Hamburgu, Kolonii, a może w Stuttgarcie? Podpowiem, że poza granicami Niemiec. Powiem więcej – poza granicami  Europy. Tak, dobrze się domyślacie. Drugi co do wielkości Oktoberfest na świecie ma miejsce w Brazylii, a dokładnie w Blumenau i w przeciwieństwie do Niemiec, odbywa się w październiku.

dsc00360

Tak się złożyło, że Blumenau oddalone jest zaledwie 150 km od mojej Floripy. Ze znajomymi zorganizowaliśmy busika, który nas tam zawiózł i potem nad ranem odebrał. Każdy więc mógł spokojnie zająć się degustacją. A piwo było PRZEPYSZNE! Dodam tylko, że brazylijskie piwa (te w normalnych cenach) smakiem nie powalają. Za piwo lepszej jakości, na przykład za Paulanera trzeba zapłacić około 20 zł. Jak się pewnie domyślacie, moja piwna konsumpcja znacznie się tutaj zredukowała.

dsc00404

Na Oktoberfest lokalne piwa kosztują zaledwie 9 reali (11 zł). To jak na brazylijskie realia bardzo mało. A piw było do wyboru, do koloru! Pale Ale, Braunes Ale, Belgian Blonde Ale, Weizenbier, Red Lager, IPA i wiele wiele innych. Moim faworytem okazało się piwo Oktoberfest, przyrządzane raz do roku, właśnie z okazji festynu.

Zacznę może jednak od początku. Jak to się w ogóle stało, że drugie co do wielkości święto piwa odbywa się 10 000 km od Niemiec? Blumenau to niewielkie miasto na południu Brazylii, które zostało założone w 1850 roku przez niemieckich emigrantów. Jest to miasto z bardzo silnymi niemieckimi akcentami.  Już od samego początku piwo było tam bardzo kultywowane. Na terenie miasta działa kilka browarów, a najbardziej znanym jest Eisenbahn. Oktoberfest został tam zainicjowany dopiero w 1984 roku, ale nie przeszkodziło to w osiągnięciu rangi światowej.

Festiwal piwa odbywa się tam przez cały październik. Weekendowe bilety wstępu kosztują 40 reali (50 zł).  Osoby ubrane w typowy ludowy strój bawarski płacą połowę. Wytyczne są jednak bardzo restrykcyjne i jedno najmniejsze odstępstwo dyskwalifikuje ze zniżki.

dsc00408

dsc00409

Za wszystko na terenie festynu płaci się żetonami, które kupuje się w specjalnych kasach.

Przez tych kilka godzin spędzonych w Blumenau poczułam się jak w Niemczech. Tak bliziutko Polski. Typowa niemiecka architektura ryglowa towarzyszyła mi na każdym kroku.

dsc00385

dsc00393

Oprócz piwa można było skosztować niemieckiej kuchni. Królowały bratwursty, currywursty i precle z solą. Nie zabrakło również kebabów, których nie spotkałam nigdzie wcześniej w Brazylii. Na każdym kroku znajdowały się sklepy z pamiątkami, piernikowymi sercami, kuflami, czy niemieckimi strojami ludowymi.

Oktoberfest to nie tylko picie piwa. Choć nie ukrywam, że kufel nie opuszczał moich rąk. Oprócz namiotów, w których toczą się piwne dożynki, na terenie festiwalu dostępne są również inne atrakcje.

dsc00394

Odbywają się tam pokazy niemieckich tańców ludowych, a grupy taneczne przylatują aż z Europy.  Są tam trzy główne sceny muzyczne, na których muzyka nie cichnie nawet na chwilę. Prezentują się głównie zespoły folkowe z Brazylii, które swoje utwory wykonują również po niemiecku. Brazylijczycy kochają zabawę, pod sceną nigdy nie jest pusto. Tańce hulańce trwają aż do piątej nad ranem. Zespoły pozostają w inteakcji z słuchaczami. Nie brakuje pląsów i  współnych śpiewów. Przez chwilę poczułam się nawet jak na polskim weselu, gdy cała sala zaczęła nagle tańczyć kaczuchy!

dsc00398

A gdy znudzą nam się tańce (a poziom alkoholu we krwi nam tego nie uniemożliwi) można zabawić się na ścianie wspinaczkowej. Również młodsi uczestniczy Oktoberfest nie powinni się nudzić. Na terenie festynu działa wesołe miasteczko.

dsc00377

Czy Oktoberfest w Blumenau jest lepszy od tego w Monachium? Ciężkie pytanie. Zapytałam moich znajomych Niemców i Brazylijczyków, którzy byli zarówno na jednym, jak i drugim. Jak się pewnie domyślacie, Niemcy są za Monachium, a Brazylijczycy za Blumenau. W Monachium jeszcze nie byłam, więc z opinią muszę się wstrzymać. Ale przyznam szczerze, argumenty Brazylijczyków bardziej mnie przekonują. Mówią, że Oktoberfest w Blumenau to jest impreza, prawdziwy festiwal piwa, z muzyką i tańcami. W Monachium podobno tego trochę brakuje. Mimo że wszystko odbywa się w obecności folkowych zespołów, Niemcy nie są zbyt skorzy do tańca. Jest to bardziej piwna posiadówka. Niemcy z kolei utrzymują, że Oktoberfest w Monachium jest lepiej zorganizowany, piwa serwowane są w litrowych kuflach, a nie plastikowych 400 ml kubkach. Plastikowe kubki do najatrakcyjniejszych nie należą, z tym się zgodzę, dlatego większość uczestników przynosi swoje kufle. Serwowanie litrowych piw ze względu na brazylijski klimat nie wchodzi w ogóle w grę. Ocieplają się bardzo szybko, a zgodzicie się ze mną, że nie ma nic gorszego niż ciepłe piwo. No może jeszcze ciepłe i wygazowane.  Z piciem nie można się więc ociągać!

14695565_10205880845859038_2325580716113196827_n


Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics)

Unikalni użytkownicy: 0

Wszystkie wyświetlenia strony: 7

Unikalne wyświetlenia strony: 6


Poprzedni artykułW krainie tysiąca jezior…
Następny artykułSzwajcarski Rivendell…
Już jako dziecko nie potrafiłam usiedzieć na miejscu. Babcia nazywała mnie powsinogą i tak mi zostało do dzisiaj. Bo na miejscu faktycznie usiedzieć nie mogę. Będąc maluchem, namiętnie kolekcjonowałam „Wally zwiedza świat” i marzyłam o wielkich, dalekich podróżach. O malowniczej Portugalii, egzotycznej Ameryce Południowej, orientalnych Indiach czy australijskich kangurach. Już wtedy obiecałam sobie, że kiedyś to wszystko zobaczę! I tak z biegiem czasu wprowadzałam plan w życie. Podrożowałam w każdej wolnej chwili. Na początku tylko po Europie. Ale w końcu i Europa przestała mi wystarczać. Po studiach chciałam koniecznie do Ameryki Południowej, ale tak na dłużej, nie na wakacje. Myślałam o Argentynie. Zaczęłam się nawet uczyć hiszpańskiego, ale… zakochałam się, zamieniłam hiszpański na portugalski i tak oto wylądowałam w Brazylii. First-hand experience to świat widziany moimi oczami. To moje podróże i przede wszystkim Brazylia. Tak bardziej od zaplecza, niekoniecznie z pozycji turysty : ) Klaudi

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj